W różanym ogrodzie

tytulowa4

„Staruszka umiała czarować, ale nie była złą czarownicą, czarowała tylko troszeczkę, dla własnej przyjemności i bardzo chciała zatrzymać Gerdę przy sobie. Dlatego poszła do ogrodu i dotknęła kijem wszystkich różanych krzewów, nawet tych, które najpiękniej kwitły, a one zapadły się głęboko w czarną ziemię i nikt nie mógł się domyślić, że tu rosły. Staruszka bała się, że kiedy Gerda zobaczy róże, pomyśli o swojej doniczce, a wtedy przypomni sobie Kaya i ucieknie od niej.

Potem zaprowadziła Gerdę do ogrodu. Jakże tam pachniało i jak tam było pięknie. Wszystkie kwiaty, jakie tylko rosną o każdej porze roku, rozkwitały tu wspaniale. Żadna książka z obrazkami nie mogła być barwniejsza i piękniejsza. Gerda skakała z radości i bawiła się, dopóki słońce nie zaszło pomiędzy wysokimi wiśniami. Potem ułożyła się w ślicznym łóżku z czerwonymi, jedwabnymi poduszkami, haftowanymi w fiołki, zasnęła i śniła jak królowa w dniu wesela. 

Następnego dnia mogła bawić się kwiatami w ciepłych promieniach słońca. Tak przeszło wiele dni. Gerda znała każdy kwiat, ale chociaż tyle ich było, jednak wydawało jej się, że jednego brak, nie wiedziała tylko jakiego. Pewnego dnia siedziała i oglądała kapelusz staruszki z wymalowanymi kwiatami. Najpiękniejszym z nich była róża. Staruszka zapomniała usunąć ją za kapelusza, podczas gdy inne żywe róże zagrzebała w ziemi. Tak zwykle bywa, gdy się jest roztargnionym.

– Co – zawołała Gerda – czyż tu nie ma wcale róż?

I skoczyła pomiędzy grządki. Szukała, szukała, ale róży nie znalazła, więc usiadła i rozpłakała się. Jej gorące łzy upadły właśnie na to miejsce, gdzie zakopane było różane drzewko i kiedy łzy zrosiły ziemię, drzewko wystrzeliło kwitnące tak samo jak wówczas, gdy zapadło się w ziemię. Gerda objęła je, całowała róże i potem przypomniała sobie piękne róże w domu, a wraz z nimi Kaya.

– Ach, jakże się tu zasiedziałam – powiedziała dziewczynka. – Chciałam przecież szukać Kaya. Czy nie wiecie gdzie on jest? – spytała róż. – Czy myślicie, że jego ciało umarło i że już go nie ma?

– Nie umarł – odpowiedziały róże. – Byłyśmy przecież w ziemi, tam są wszystkie umarłe ciała, ale ciała Kaya nie było.

– Dziękuję wam bardzo – powiedziała mała Gerda i poszła do innych kwiatów, zajrzała w ich kielichy i spytała: – Czy nie wiecie, gdzie jest Kay?

Ale kwiaty stały sobie w słońcu i każdy z nich śnił swoją baśń lub historię. Gerda wysłuchała ich dużo, ale w żadnej z nich nie było mowy o Kayu.

Co opowiedziała płomienna lilia?

– Czy słyszysz bęben: bum, bum! Tylko dwa tony, zawsze bum, bum! Słuchaj żałobnej pieśni kobiety, słuchaj wołania kapłana. Żona Hindusa stoi w długiej, czerwonej szacie na stosie, płomienie obejmują ją i jej zmarłego męża. Ale żona Hindusa myśli o żywym tu w orszaku, o tym, którego oczy goręcej palą niż płomień, o tym, którego żar oczu bardziej dosięga jej serca niż płomienie, co wkrótce spalą jej ciało na popiół. Czyż płomień serca może umrzeć w płomieniach na stosie?

– Nie rozumiem tego wcale – powiedziała Gerda.

– To moja baśń – odrzekła płomienna lilia.

Co opowiedział powój?

– Nad wąską, górską ścieżką wznosi się stary zamek. Gęsty bluszcz obrasta czerwone mury, liść przy liściu oplata balkon. Stoi tam śliczna dziewczyna, wychyla się poza sztachety i patrzy na drogę. Róża, zwieszając się z gałęzi, nie jest od niej świeższa. Kwiat jabłoni, strząśnięty przez wiatr z drzewa, nie jest tak lekki jak ona. Jakże szumi jej wspaniała, jedwabna szata. Czyż on nie przyjdzie?

– Czy myślisz o Kayu? – spytała Gerda.

– Opowiadam tylko moją baśń, mój sen – odrzekł powój.

Co powiedziała mały pierwiosnek?

– Pomiędzy drzewami wisi na sznurach długa deska, to huśtawka. Dwie śliczne dziewczynki w sukienkach białych jak śnieg i długich powiewających zielonych wstążkach przy kapeluszach, siedzą i bujają się. Brat jest starszy od nich, stoi wyprostowany na huśtawce, ramię owinął sobie sznurem, aby się utrzymać, bo w jednej ręce trzyma małą miseczkę, a w drugiej małą rurkę i puszcza bańki mydlane. Huśtawka się buja. Mały czarny piesek, lekki jak mydlana bańka, podnosi się na tylne łapki i chce wejść na huśtawkę. Huśtawka wznosi, się pies upada, szczeka i złości się. Drażnią go rozpryskujące się bańki, kołysząca się deska, piana – oto moja pieśń.

– Może to jest ładne, co opowiadasz, ale mówisz to tak smutno i nie wspominasz wcale o Kayu.

Co mówią hiacynty?

– Pewnego razu były trzy siostry przezroczyste i delikatne. Jedna miała czerwoną suknię, druga niebieską, a trzecia białą. Tańczyły, trzymając się za ręce nad jeziorem przy blasku księżyca. Nie były to elfy, ale dzieci. Pachniało tak słodko i dziewczynki zniknęły w lesie – zapach stawał się coraz silniejszy – trzy trumny, w których leżały trzy piękne dziewczynki, wysunęły się z gęstwiny na brzeg jeziora. Świętojańskie robaczki krążyły, błyszcząc jak małe kołyszące się światełka. Czy te tańczące dziewczynki zasnęły? Zapach kwiatów mówi, że nie żyją. Wieczorny dzwon wydzwania im pogrzebowy śpiew.

– Strasznie mnie zasmucacie – powiedziała Gerda. – Pachniecie tak mocno, że muszę myśleć o umarłych dziewczynkach. Ach, czy naprawdę Kay nie żyje? Róże były pod ziemią i mówiły, że go tam nie ma.

– Bim, bam! – dzwoniły dzwoneczki hiacyntów. – Nie dzwonimy dla Kaya, nie znamy go przecież. Śpiewamy tylko naszą piosenkę, jedyną jaką znamy.

Gerda podeszła do kaczeńca, który świecił wśród zielonych, błyszczących liści.

– Jesteś małym, jasnym słoneczkiem – rzekła Gerda. – Powiedz mi, czy wiesz gdzie mogłabym znaleźć mego towarzysza zabaw?

A kaczeniec błyszczał tak ładnie i także patrzył na Gerdę. A potem zaśpiewał swoją pieśń, ale i ta pieśń nie była o Kayu.

– W małym podwórku pierwszego dnia wiosny świecił gorąco kochane słońce. Promienie ześlizgiwały się po białym murze sąsiedniego domu, tuż obok rosły pierwsze żółte kwiaty, połyskujące jak złoto w blasku ciepłego słońca. Stara babka siedziała na dworze w fotelu, wnuczka, śliczna dziewczynka przyszła do domu i pocałowała babkę. W jej serdecznym pocałunku było szczere złoto. Złote usta, złota dziewczynka i złota poranku godzina. Oto moja krótka baśń – powiedział kaczeniec.

– Moja stara babcia – westchnęła Gerda. – Na pewno za mną tęskni i martwi się o mnie i o Kaya. Ale wrócę wkrótce znowu do domu i przyprowadzę go ze sobą. Nie ma po co pytać kwiatów, każdy z nich zna tylko swoją własną baśń, nie dadzą mi żadnych wskazówek. – I podwiązała sukienkę, aby móc prędzej biegać; ale narcyz uderzył ją po nodze, kiedy przez niego przeskakiwała, więc zatrzymała się, spojrzała na wysmukły kwiat i spytała, pochylając się nad nim:

– Czy powiesz mi coś więcej?

Cóż powiedział narcyz?

– Widzę samego siebie. O, jakże pachnę! Wysoko w małym pokoiku na poddaszu stoi na pół ubrana mała tancerka, stoi to na jednej nodze, to na dwóch, depcze nogami cały świat i tyle, że wszystkich olśniewa. Z imbryczka do herbaty nalewa wody na gorsecik, który trzyma w ręku. Czystość jest piękną rzeczą. Biała sukienka wisi na wieszaku i ona też została ubrana w imbryczku, i wisi, schnie na dachu. Kładzie ją na siebie, szafranowym szalem otula szyję, wtedy suknia połyskuje jeszcze śnieżniejszą bielą. Noga poniesiona. Patrz, jak ona krąży na jednej nodze. Widzę samego siebie. 

– Nic mnie to nie obchodzi – powiedziała Gerda. – Po co mi to opowiadasz? – I pobiegła na koniec ogrodu.

Furtka była zamknięta, ale dziewczynka potrząsnęła zardzewiałym zamkiem, a wtedy furtka odskoczyła i Gerda pobiegła boso w daleki świat. Obejrzała się trzy razy, ale nikogo za nią nie było. W końcu nie mogła już dłużej biec i usiadła na dużym kamieniu. Kiedy się rozejrzała, zobaczyła, że lato już przeszło, była późna jesień, nie spostrzegła tego wcale tam w wielkim ogrodzie, gdzie było tyle słońca i kwiaty kwitły o wszystkich porach roku.

– Ach, jakże się zasiedziałam – powiedziała Gerda. – Przecież jest już jesień. Teraz nie wolno mi odpoczywać. – Wstała, aby pójść dalej.

O, jakże obolałe i zmęczone były jej nóżki. Naokoło było tak zimno i pusto. Podłużne wierzbowe listki pożółkły zupełnie, mgła spływała z nich kroplami wody, jeden listek za drugim opadał na ziemię, tylko tarnina była pokryta owocami to takimi kwaśnymi, że cierpły od nich usta. O, jakże szaro i ponuro było na dalekim świecie.” [1]

[1] Hans Christian Andersen, Królowa śniegu. 

serce1

Serce z motywem różanym, o średnicy 20cm, ręcznie zdobione przy pomocy techniki decoupage, shabby chic oraz delikatnych spękań. Kolorystyka bazuje na jasnych, pastelowych odcieniach – róże, beże, szarości, oliwkowe zielenie.

serce2

Serce z motywem różanym, o średnicy 20cm, ręcznie zdobione przy pomocy techniki decoupage oraz shabby chic. Kolorystyka bazuje na jasnych, pastelowych odcieniach – róże, beże, szarości, błękity i oliwkowe zielenie.

serce3

Serce z motywem różanym, o średnicy 15cm, ręcznie zdobione przy pomocy techniki decoupage. Kolorystyka bazuje na jasnych, pastelowych odcieniach – ciepłe róże, beże, kremy, szarości, zielenie.

serce4

Serce z motywem różanym, o średnicy 20cm, ręcznie zdobione przy pomocy techniki decoupage. Kolorystyka bazuje na jasnych, pastelowych odcieniach – róże, beże, kremy i biele.

serce

Serce z motywem różanym, o średnicy 20cm, ręcznie zdobione przy pomocy techniki decoupage oraz delikatnych spękań. Kolorystyka bazuje na jasnych, pastelowych odcieniach – ciepłe róże, beże, kremy i oliwkowe zielenie.

serce5

Serce z motywem różanym, o średnicy 15cm, ręcznie zdobione przy pomocy techniki decoupage oraz shabby chic. Kolorystyka bazuje na jasnych, pastelowych odcieniach – róże, beże, szarości, błękity i oliwkowe zielenie.

serce6

Serce z motywem różanym, o średnicy 20cm, ręcznie zdobione przy pomocy techniki decoupage, shabby chic oraz delikatnych spękań. Kolorystyka bazuje na jasnych, pastelowych odcieniach – róże, beże, szarości, oliwkowe zielenie.

 

Love,

Małgorzata