
Przez lata książki były dla mnie wszystkim – schronieniem, językiem, sposobem na oddychanie, kiedy własne życie wydawało się zbyt ciasne. Czytałam, aż litery zaczynały tańczyć przed oczami. Czytałam, aż fabuły mieszały się ze snami. Czytałam, aż postacie stały się bardziej realne niż ludzie, których mijałam każdego dnia na ulicy. Było w tym coś pięknego, coś czego nie da się wytłumaczyć tym, którzy nigdy nie zatracali się w książce na całe dnie. Pewnego dnia poczułam, że to już nie wystarcza, że schronienie zaczyna być klatką, że historie, które mnie ratowały teraz proszą, żebym je opuściła i że nie mogę już tylko czytać o odwadze, tylko muszę w końcu sama postawić stopę na ścieżce.
W swojej pracy chciałam uchwycić ten dokładny moment, w którym książka przestaje być wyłącznie przedmiotem, a staje się czymś w rodzaju bramy. Otwarta księga na pierwszym planie nie jest już zamknięta, jej strony są wygięte jakby wiatr nimi poruszał i zapraszał do odkrycia nowego świata. Zamek po lewej stronie kolażu cyfrowego nie jest wyłącznie celem, lecz jest obietnicą. Stoi trochę za wysoko, jest trochę zbyt bajkowy, żeby był realny, ale właśnie dlatego jest potrzebny, ponieważ każda prawdziwa droga potrzebuje na horyzoncie czegoś, w co jeszcze nie do końca wierzymy.
Kobieta w długiej, lnianej sukni siegającej do kostek stoi dokładnie na granicy. Jej stopy w masywnych, brązowych butach i żółtych skarpetkach są jeszcze na drewnianej podłodze, na której leży wielka, otwarta księga. Biodra, mocne ramiona oraz uroczy, słomiany kapelusz należą już do innego świata. Należą do zielonych wzgórz, do krętej ścieżki, do zamku z wysokimi wieżami, który wygląda jakby ktoś go wyciągnął przed momentem z pięknej baśni i postawił delikatnie na idealnie zielonej łące, żeby nie zburzyć ciszy. Przed nią unosi się stado ptaków. Ich czarne, ostre sylwetki zostały umieszczone na tle mlecznego nieba w kolorze waniliowym.
Zrobiłam ten kolaż, gdyż chciałam opowiedzieć sobie, a może komuś jeszcze, że czytanie nie kończy się na ostatniej stronie książki. Pokazać, że po wszystkich historiach, które nas uratowały przychodzi moment, w którym sami musimy stać się opowieścią. Czasem trzeba zamknąć książkę nie dlatego, że już nam nie jest potrzebna, tylko dlatego, że wreszcie jesteśmy gotowi iść tą samą drogą, którą wcześniej tylko oglądaliśmy z zewnątrz. Suknia jest szeroka i lekka, kapelusz chroni przed zbyt ostrym słońcem, buty są solidne, gdyż ta droga nie będzie łatwa. Ten kolaż to opowieść o drodze, którą człowiek zaczyna widzieć dopiero wtedy, gdy zamknie ostatnią stronę i po raz pierwszy odważy się spojrzeć przed siebie. A potem idzie.









Opowieść, kolaż cyfrowy, 29,7x42cm
.
Uściski,
