Malarskość przedmiotów – Martwa natura

tytulowa29

Malarstwo to coś więcej niż tylko naciągnięte na blejtram płótno pokryte farbą, kolorem, który mniej lub bardziej zakrywa jego powierzchnię. Bardzo często malarstwo to nie tylko wysiłek zinterpretowania rzeczywistości. Dla mnie malarstwo zaczyna się w  momencie oglądu otaczającego mnie świata, następnie staje się próbą opowiedzenia o nim za pomocą narzędzi malarskich. To głębokie duchowe przeżycie, w którym kolejnym etapem jest znalezienie sposobu jak pokazać je w sposób metaforyczny. Dlatego też historia sztuki pełna jest duchowych, symbolicznych historii. Malarstwo jest bogate emocjonalnie, nie na próżno artyści gruntowali podobrazia, na których malowali, mieszali farby, dobierając odpowiednią barwę o idealnym nasyceniu, wymyślono perspektywę… poszukiwano.

Rozmyślałam, jak pisać o sztuce, malarzach, którym tak wiele zawdzięczamy, którzy stali się dla mnie inspiracją. Nie wiedziałam też w jaki sposób pisać o przedmiotach otaczających mnie na co dzień, wszystkim nam znanym. To bardzo trudne z tego względu, że twórczość wielu wybitnych jednostek została podeptana, zniszczona, niedoceniona i w ostateczności zapomniana. Myślę, że warto przez moment pochylić się w ogóle nad tematem sztuki, malarstwa, poznać jej historię.

Martwa natura, to rodzaj głównie sztucznie wytworzonej kompozycji, w celu jak najbardziej efektownego przedstawienia, złożonego z wszelkiego rodzaju przedmiotów codziennego użytku – naczyń kuchennych i stołowych, mebli, tkanin, a także kwiatów czy upolowanych zwierząt, broni, artykułów spożywczych. Zasadniczo przedmioty układa się w taki sposób, aby tworzyły jak najbardziej wyszukane zestawienia kolorystyczne i gry świetlne. Motyw martwej natury pojawiał się już w starożytności w malarstwie okresu hellenistycznego. W okresie średniowiecza i renesansu zaczęto poświęcać jej nieco więcej uwagi. Pojawiała się głównie w towarzystwie rozbudowanych scen figuralnych i z reguły miała charakter symboliczny. Oprócz tego martwe natury występowały uzupełniając większe kompozycje malarstwa rodzajowego, historycznego czy też pejzażowego. Pierwsze próby usamodzielnienia martwej natury podjęto w Niderlandach i Włoszech, a miało to miejsce w XV wieku. Wówczas stosowano ją w miniaturach lub też malowano na niewielkiej powierzchni poliptyków.

Pierwszą martwą naturę namalowaną jako samodzielny obraz datuje się na rok 1504. Za twórcę uważa się malarza włoskiego pochodzenia, tworzącego w okresie renesansu, Jacopo de Barbari.[1]

XVI wieczne Włochy oraz Flandria i Holandia okresu baroku, stały się ojczyzną ostatecznego rozwoju martwej natury. Dotychczasowe zainteresowania przedmiotem w sztuce niderlandzkiej widoczne w XV teraz mogło dojrzeć w osobnym gatunku. Do wydzielenia przedmiotu z całej kompozycji obrazu przyczynili się kupcy, którzy doskonale znali wartość materialną pięknych przedmiotów. Dzięki nim rozwinęło się wiele rodzajów martwych natur, wśród nich znajdowały się te, przedstawiające dziczyznę, ryby, muszle, martwe natury z bukietami kwiatów, mięsiwem, przyrządami kuchennymi, zastawą stołową. Jedno jest pewne, wszystkie dzieła z tego gatunku powstałe w pełnym dostatku i bogactwa baroku, odznaczają się wybitnym realizmem ujęcia, niemal dotykalną przedmiotowością formy. Malarze flamandzcy rozszerzyli martwe natury wprowadzając do niej nowe kompozycje, jakimi były wnętrza kuchni, trofea myśliwskie o okazałej skali barwnej, dynamice i wielkiej ilości szczegółów. Z kolei malarstwo holenderskie cechowało się znacznie większym umiarem, oszczędnością w układzie kompozycji i bardziej stonowanej kolorystyce. Miały znaczenie symboliczne i pod przedstawieniami martwych natur czysto realistycznych kryły się treści moralizatorskie. Pojawiały się również aluzje o charakterze religijnym, poruszające tematykę śmierci i przemijania.[2]

Niezwykle cenna jest dla mnie twórczość Cleasza Hedy. Kiedy po raz pierwszy w jednym z albumów dotyczących sztuki zobaczyłam jego martwe natury, byłam pod ogromnym wrażeniem. Martwa natura ze złotym pucharem, obraz na długie lata zapisał się w mojej kruchej pamięci. Obraz wyraźny, natarczywy i o dużej sile. Najmocniej jednak do głosu dochodzi piękno przedmiotów – ściszony połysk srebra, dźwięczna przezroczystość kryształu, delikatny połysk białej tkaniny. Tylko pozornie przypadkowy układ przedmiotów wprowadza nastrój niedalekiej obecności człowieka, ton intymności, jakby tuż przed chwilą rozgrywała się zaobserwowana scena. Obraz tak głęboki, przeszywający, zapadający na długie lata w pamięci, jak gdyby był to portret o pałającym, dramatycznym, pełnym bólu i rozpaczy spojrzeniu. A jest to po prostu spokojna, statyczna martwa natura, której przedmioty układają się w formę trójkąta prostokątnego.

Po prawej stronie wypucza się brzuchaty, lśniący dzbanek wykonany z jakiegoś metalu, być może szlachetnego, w kolorze nasyconego, ciemnego brązu w chłodnym odcieniu. Pośrodku płótna umieszczony został szklany, duży, ozdobny kielich do połowy wypełniony jasnym płynem. Po lewej stronie trzy srebrno-szare tace wypełnione smakołykami – ostrygami, chrupiącym pieczywem oraz zwiniętym w rożek pieprzem. Na płótnie widnieją również przedmioty wykonane ze srebra bądź metalu, których zastosowania nie jestem w stanie rozszyfrować. Oczywiście na obrazie znajduje się również złoty, pięknie rzeźbiony, dostojny puchar. Na płótnie grupa przedmiotów o różnych fakturach i zabarwieniu, skontrastowana została z dużym i całkowicie pustym tłem. Poprzez niezwykle złożoną gamę barwną o tonach jasnych i czystych, artysta uzyskał nastrój ciszy. Przebywając z tym dziełem czuje się kwaśny smak cytryny leżącej na stole, zimną fakturę szkła oraz metaliczny posmak tac oraz złotego pucharu.

Zainteresowana jego niezwykłą twórczością, niemal monochromatycznych obrazach w odcieniach oliwkowej zieleni i szarych brązach, przeszukałam setki encyklopedii, książek z dziedziny historii sztuki, słownikach terminologicznych sztuk pięknych, bliższych informacji o jego życiu. Poszukiwania okazały się bezskuteczne, jeżeli pojawiała się jakaś informacja nie była na tyle jasna czy klarowna, aby wyciągnąć z niej wnioski. Niewątpliwie Willem Cleasz Heda był artystą wybitnym w swoim fachu.

Wielu historyków sztuki mogłoby uważać, iż Martwa natura ze złotym pucharem (rys.1), może być uznana za alegorię vanitas. Jednakże na moje oko może być alegorią umiarkowania. Ogromny kielich, który nadaje formę bezkształtnym płynom, napełniony do połowy, prawdopodobnie białym winem, może wiązać się ze zwyczajami greków, którzy to wino rozcieńczali wodą.

Samego artystę można podciągnąć do rangi Orfeusza, w tym przypadku martwej natury. Jego postać została otoczona aurą tajemniczości. Niewielka wiedza historyków sztuki, dotycząca jego osoby mogła się sprowadzać do układania legend na jego temat. Wyobrażam go sobie jako człowieka poczciwego, skromnego i uczciwego, który każdą wolną chwilę poświęcał na rozwijanie swojej pasji. Widzę go jako człowieka dojrzałego, w kwiecie wieku. Siwizna delikatnie okrasza jego skronie. Siedzi w swojej pracowni zapełnionej różnymi przedmiotami, często o nieznanym pochodzeniu i zastosowaniu. Człowieka, który godzinami wykonuje te same rytmiczne ruchy, dzięki który podłoże na, którym maluje ożywa. Z precyzją i ogromnym zamiłowaniem powstają nowe obrazy, tworzą się kolejne historie. Jednak nie każdemu jest dane z łatwością czytać z obrazów jak z najstarszych ksiąg, do tego trzeba czasu. Czas uczy człowieka miłości do tego co jest nieznane, tajemnicze i zagadkowe.

Równie dobrze mógłby to być profesor z długą siwą brodą w ubraniach z minionej epoki, który zasiada w drewnianym bujanym fotelu i rozmyśla nad kolejnym dziełem, robiąc przy tym schematyczne notatki. Następnie zasiada w swojej pracowni, ubrany w fartuch utkany z ferii barw i w ten oto sposób powstaje sztuka.

Oprócz przedmiotów codziennego użytku – zegarów, kielichów, starych ksiąg, fajek, instrumentów muzycznych, pojawiały się martwe natury z kwiatami cieszącymi oko widza swoją barwnością. Nasuwa się na myśl pytanie, jak dla mnie zasadnicze: skoro wielcy malarze malowali kwiaty, dlaczego mieliby nie podjąć tematyki jeszcze bardziej powszechnej i codziennej, jaką są owoce? Pierwszym mistrzem barokowym, który w swojej twórczości wprowadził ten typ malarstwa był bez wątpienia włoski artysta, Michaleangelo Merisi da Caravaggio. Dzięki niemu martwa natura w ogóle została podniesiona do rangi sztuki.

Caravaggio otworzył wszelkie zagadnienia charakterystyczne dla malarstwa okresu baroku. Nowością, która pojawiła się w twórczości malarza był przede wszystkim powrót do studiów nad naturą. Caravaggio jako jeden z niewielu artystów pojmował naturę i jej zjawiska w sposób bezpośredni i żywy. Przejawiał przy tym wiele emocji i uczuć. Bez żadnych uprzedzeń,  w sposób swobodny, z fotograficzną realnością, bez żadnych konwencji rejestrował otaczającą go rzeczywistość. Prawdopodobnie sam artysta nie podejrzewał, że stanie się twórcą godnym do naśladowania, który wprowadził konwencje nowe w europejskie malarstwo XVII wieku.[3]

Kosz z owocami (rys.2) twórczości Michelangelo Merisi da Caravaggio jest dla mnie obrazem, który wygląda jakby tuż przed chwilą został zdjęty ze ściany w kuchni bądź jadalni. Obraz niezwykle uniwersalny, odpowiedni dla każdego. Centralną część płótna zajmuje pokaźnych rozmiarów kosz wypełniony owocami. Owoce błyszczące, dojrzałe i słodkie. Utrzymany w ciepłej, słodkawej kolorystyce z miodowym światłem o nieznanym źródle. Obraz ilekroć na niego patrzę napawa mnie czymś w rodzaju nieuzasadnionego spokoju. Niezwykle kojące jest przedstawienie owoców, ułożonych z dużą precyzją i jakąś wyszukaną prostotą w plecionym, złotawym koszu. Na tym obrazie owoce wyglądają jak gdyby przed chwilą zostały zerwane z drzewa i jeszcze nie zdążono pozbawić ich liści i łodyg. Zdają się być ponadnaturalne. Przypuszczam, że w przeciwieństwie do Słoneczników Van Gogha nie są wyrazem stanów emocjonalnych samego artysty, lecz próbą podjęcia przez obserwatora anatoma. Kolor, kształt oraz charakter owoców artysta oddał skrupulatnie i drobiazgowo. Ten obraz idealnie pasuje do mojego obecnego stanu ducha. Jest tym wszystkim czego mi w życiu brakuje – spokojem głębokim i cichym, harmonią barw i kompozycji. Chciałabym, aby w moim życiu panował taki spokój i radość, aby każdy dzień był możliwie jak najbardziej uporządkowany. Chciałabym ten obraz powiesić u siebie w mieszkaniu, wpatrywać się w niego godzinami i odczuwać błogą ciszę, niczym nie zakłóconą. Ale to nie możliwe.

Wydawać by się mogło, że obrazy, które mnie opisują powinny być brutalne i chaotyczne. Przepełnione gwałtownością, bólem i rozpaczą. Czarne. Czerń jest moim stanem psychicznym, pasuje do mojej zranionej duszy. Kiedy zostawił mnie ojciec szukałam obrazów statycznych, nieco majestatycznych, gdzie spokój płynął jak spokojny górski strumień, kołysząc delikatnie na boki. Bardzo cenię sobie twórczość tych artystów, którzy pomimo przeżywania bardzo silnych emocji, potrafią w widzu wywołać poczucie bezpieczeństwa, nawet jeśli ono jest pozorne.

Dawni mistrzowie nie tylko apelowali do najdelikatniejszej struktury ludzkiego organizmu, jakim jest oko, lecz przez malarstwo poruszali inne zmysły – smak, węch, dotyk, a niekiedy nawet słuch. Patrząc na ich obrazy czuło się fizyczność przedstawienia, były one prawdziwe w każdym calu. Kiedy sztuka ewaluowała przechodząc przez kolejne etapy, zmienił się nie tylko sposób malowania, ale także sposób postrzegania rzeczywistości. Z czasem przedmioty uległy scaleniu, jednak starano się pamiętać o doświadczeniach minionych wieków. Generalnie odeszło się od przedmiotowości, opisowości, a także wierności widzenia. Na pierwszy plan wysunęła się  rzeczywistość pojęciowa. Z kolei świat zaczął przemawiać do widza poprzez deformację ujawniającą najistotniejsze cechy przedmiotu. Często na obrazie przedmioty codziennego użytku odbierane były poprzez skojarzenia, sprowadzano je do formy znaku czy prostego symbolu. Takie malarstwo prezentował przedstawiciel kubizmu, Georges Branque.

Pośród wielu martwych natur malowanych przez Georgesa Branque najbardziej lubię Czarne ryby (rys.3) Każdy widz bez względu na wykształcenie, znajomość historii sztuki czy wrażliwość zrozumie wymowę tego dzieła, podaną niezwykle prosto, bez patosu, namalowaną oszczędnymi środkami. To przedstawienie zwykłego posiłku – dwie czarne ryby ułożone na sporych rozmiarów półmisku, natomiast chrupiące pieczywo rozłożone na kuchennej ścierce. Zwykły posiłek, który każdy z nas zjada, namalowany został rzeczowo, spokojnie, ale też beznamiętnie. Wobec tego obrazu czuje się jak wobec codziennej sceny w życiu, to nic innego jak zwykły dzień, surowa prawda codzienności. Ale te dwie czarne ryby nie muszą opowiadać tylko o codzienności i być elementem posiłku, mogą stanowić pretekst do rozgrywki między sferą uczuć a nieświadomości, reprezentującej  głębię psychiki, treści obecne wyłącznie w głębinach  duchowych.

 Gdybym mogła go porównać z pełnym gwałtowności Picassem, to Georges Braque wydaje się być cichy i skromny. Po powrocie z wojny twórczość artysty uległa uspokojeniu, wytworności prawie francuskiej oraz jakiejś nieznanej mu wcześniej klarowności. Jako artysta jest w stanie zadowolić się odkrytymi w przeszłości obszarami i przez lata je udoskonalać. Twórczość artysty jest nacechowana refleksyjnością, a środki artystyczne, którymi się posługuje, w czasie kilku lat stały się coraz bardziej wyszukane. Jednak w żaden sposób nie zaszkodziło to jego prostocie i świeżości. Obszar, w którym w sposób doskonały poruszał się malarz, jest bardzo bliski temu, czym interesował się Pierre Bonnard. Branque to nikt inny jak poeta codzienności.[4]

Przez wiele lat zmieniało się malarstwo, samo słowo malarstwo ewoluowało. „Jeśli wyraz malarski zmienił się, to dlatego, że życie współczesne uznało to za niezbędne. Życie współczesnych twórców jest o wiele intensywniejsze i bardziej skomplikowane, niż ludzi ubiegłych stuleci. Rzecz wyobrażona jest mniej stała, przedmiot sam w sobie uwydatnia się mniej niż dawniej. (…) Ludzie powierzchowni, patrząc na ten obraz, oburzają się na anarchię, nie potrafią bowiem wyśledzić w dziedzinie malarskiej całej ewolucji bieżącego życia, która utrwala tę anarchię: widzi się gwałtowne przerwanie ciągłości, podczas gdy odwrotnie, nigdy malarstwo nie było tak realistyczne i tak powiązane ze swą epoką jak dzisiaj. (…) postać ludzka, ciało ludzkie nie ma dla mnie większego znaczenia niż klucze czy rowery. I to jest prawdą.”[5]

Wszelkie obrazy, które powstają, niezależnie czy podłożem jest płótno, stary papier, cegła, ściana, drewno… składają się na dorobek, który jest przejawem wysoce rozwiniętego uporu artystycznego oraz niezależną strefą sacrum, gdyż porusza ważne wartości. Dzieła sztuki istnieją niezależnie od tego w jaki sposób są odbierane, czy się podobają czy też podlegają krytyce. Łączą w sobie emocjonalne historie, często o życiu i twórczości artysty, który je namalował, są dokumentacją stylu i gustu samego malarza. Historie snute przez malarzy nie są tylko ilustracjami obserwowanego świata, raczej są sumą swoistych duchowych przeżyć. Dlatego też wiele dzieł stawia na postumencie pytanie po co dany obraz został namalowany?, często pomijając jak on został namalowany? W tym momencie nadszedł czas na to, aby sobie uzmysłowić, że sztuka jest narzędziem poznania.

[1] Praca zbiorowa, Leksykon malarstwa od A do Z, Warszawskie Wydawnictwo Literackie Muza S.A , Warszawa 2005

[2] Barbara Osińska, Sztuka i czas – od prehistorii do rokoka, Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne Spółka Akcyjna , Warszawa 2004, s. 222-224

[3] Barbara Osińska, Sztuka i czas – od klasycyzmu do współczesności, Wydawnictwa Szkolne i  Pedagogiczne Spółka Akcyjna, Warszawa 2005, s. 212-215

[4] Barbara Osińska, Sztuka i czas…, op.cit,, s. 163-174

[5] Fernand Leger, Funkcje malarstwa, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1970

1024px-Willem_Claesz._Heda_005

Willem Claesz Heda (1594-1680), Martwa natura ze złotym pucharem, 1635

Canestra_di_frutta_(Caravaggio)

Michelangelo Merisi da Caravaggio (1571-1610), Kosz z owocami, ok. 1596

georges_braque_czarna_ryba

George Braque (1882-1963), Czarne ryby, 1941

.

Małgorzata